Powrót do domu!

PIĄTEK! Dziś wszyscy bogatsi o nowe doświadczenia i wiele pięknych wspomnień wracamy do Polski ! Dzień rozpoczęty od rannej kąpieli oraz sytego śniadania po którym udaliśmy się do swoich pokoi na ostatni odpoczynek przed wyjazdem. W południe na przystanku autobusowym niedaleko naszego domu czekał na nas bus, który miał zabrać nas na lotnisko. Przed wyjściem na miejsce zbiórki pożegnaliśmy się oraz podziękowaliśmy naszej opiekunce za tutejszy pobyt. Oczywiście Ana zrobiła nam wspólne zdjęcie i prosiła nas abyśmy dały jej znać jak będziemy już na miejscu w Polsce. Droga na lotnisko minęła błyskawicznie, nie była ona tez zbyt daleka więc może dlatego. Na miejscu odbyliśmy odprawę bagażową oraz osobistą po której mieliśmy jeszcze godzinkę czasu przed wylotem. Na tablicach informacyjnych okazało się, że nasze wyjście na samolot znajdowało sie w dziale D54, który znajdował się prawie na końcu lotniska. Wszyscy po raz drugi weszliśmy do samolotu tym razem jednak przez dlugi, ogromny tunel. Przy wejściu sweardess sprawdził nasze bilety i powiedział nam DZIEŃ DOBRY! Było to dla nas wielkie zaskoczenie. Moje miejsce znajdowało się na początku samolotu i siedziałam tuż obok okna więc widoki były niezapomniane. Po pięknej podróży nad chmurami czekał na nas autokar, który zabrał nas na lotnisko aby odebrać nasze bagaże i ruszyć busem do Polski. Każdy z nas przez całą drogę powrotną spał, przebudziliśmy się dopiero na granicy w miejscowości Słubice. Wszyscy biegiem wyszliśmy z pojazdu do toalety oraz na duże hot dogi! Całą resztę drogi przegadaliśmy o tym jaka spotkała nas cudowna przygoda, która dała nam wszystkim wiele do zrozumia,wiele nauczyła, postawiła przed nami wiele nowych celów, do których będziemy chcieli tutaj dążyć oraz pokazała nam cząstkę innego świata. Myślę, że ta pierwsza wyprawa w tak daleki i nowy świat zaraziła nie tylko mnie do tego aby poznawać coraz więcej tego ogromnego świata ! Wielu z nas teraz kocha podróżować, poznawać to wszystko co znajduje się na Ziemi, różne kraje, nowe tradycje, kultury, języki i ma chęć nabierać doświadczenia! Teraz gdy wszyscy spotkaliśmy się ze swoimi bliskimi na przystankach i wróciliśmy do swoich łóżek które czekały na nas przez tak dlugi czas wspominamy ten pięknie spędzony czas w MALADZE! Wyjazd ten był dla mnie jak dotychczas najpiękniejszy i najciekawszy jaki miałam. Myślę, że te wspomnienia zostaną ze mną do końca życia. DZIĘKUJEMY!!!!

Reklamy

Zakończenie praktyk.

Ostatnie spotkanie z pracownikami i ostatnie 6 godzin pracy w naszej restauracji. Ten czas minął nam błyskawicznie. Dziś pomagałam Daniemu przy głównych wydawkach na obie restauracje, ponieważ było dużo pracy. O godzinie 14 zjedliśmy posiłek z resztą pracowników. Wszyscy byli smutni, że już wyjeżdżamy. Pytali się nam czy polubiliśmy Malagę i czy kiedyś tu wrócimy. Opowiedzieliśmy im również o której i jak długo będzie trwała nasza podróż do domu. Wszyscy razem zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcia na pożegnanie. Niestety dziś nie było mojego ulubionego kucharza, któremu chciałam najbardziej podziękować, ponieważ poświęcał mi wiele czasu oraz nauczył mnie tam tyle ile tylko mógł czyli bardzo bardzo dużo! Ale na pewno zapamiętam go jako najweselszego i najbardziej kochanego człowieka z naszej pracy. Przed wyjściem wszyscy nas uściskali i życzyli miłego lotu. Wieczorem zabraliśmy się za pakowanie, które nie było dla nas łatwe, ponieważ trochę bagaż nam się zwiększył pod koniec miesiąca ale dałyśmy rade. Po kolacji chciałyśmy wszystkie odpocząć więc prędko poszłyśmy spać aby dobrze wypocząć przed wylotem.

Natalia Marciniak

Ostatnie zapachy Hiszpanii

Czwartek i piątek

Dni te spędziłyśmy z dziewczynami w pracy. Ostatnie dni pracy na pierwszą zmianę 💔

Sobota i niedziela

Weekend minął nam bardzo ciekawie, ponieważ całą klasą pojechaliśmy na dwie wycieczki. Pierwsza z nich była w sobotę i zwiedzaliśmy wtedy Frigilianę oraz Nerję.

Frigiliana to przepiękne małe, całe białe miasteczko w górach niedaleko Malagi. Pani przewodnicza jak zwykle trochę opowiedziała nam o tym miejscu, przeszliśmy się jego uliczkami i później mieliśmy czas na zwiedzanie!

Następnie wybraliśmy się prosto do Nerji, do miasta, które charakteryzuje się przepiękną plażą. Niestety pogoda nie była zbyt przyjaźnie do nas nastawiona tego dnia 😅

W niedzielę odwiedziliśmy Sewillę, przepiękne i duże miasto. Jak zwykle towarzyszyła nam nasza pani przewodnik, jednakże tym razem wraz z nami przyjechała tam inna grupa, również z Polski! Mimo, iż jazda trwała podana dwie godziny, nie byliśmy zniechęceni! Było dużo do zwiedzenia, wiele ślicznych miejsce do obejrzenia. Większość swojej uwagi spędziliśmy w miejscu, w którym były nagrywane sceny do „Gwiezdnych Wojen”! 😍

Poniedziałek i wtorek

Niestety dotarliśmy do tego miejsca gdzie zaczyna się koniec naszej historii z Malagą i praktykami… Pierwsze w tym tygodniu dni pracy, a jednocześnie ostatni poniedziałek i wtorek.

Środa

Z rana wszyscy spotkaliśmy się w biurze Tribeki, ponieważ mieliśmy spotkanie, na którym było podsumowanie całego projektu! Po spotkaniu wybraliśmy się grupką na kupienie ostatnich pamiątek przed wylotem!

Czwartek

Ostatni dzień pracy. Pod pewnym względem wyczekiwany koniec, a jednocześnie bolesna rozłąka z ludźmi, z którymi spędzaliśmy sporo czasu, którzy nas uczyli, z którymi bardzo dobrze się dogadywaliśmy. Pożegnania zawsze są najgorsze i nie mogło obejść się bez chociażby jednej łzy…

Piątek

Żegnaj Hiszpanio…

Od rana kończyliśmy swoje przygotowania do powrotu, a około godziny 12:00 wraz z naszą rodziną ruszyliśmy na miejsce zbiórki. Bardzo trudno było nam się pożegnać z Santi i Andreasem, ponieważ ogromnie się do nich przywiazaliśmy. Przez około 10 minut staraliśmy się jakoś trzymać, ale w końcu każdy z nas zalał się łzami, gdyż nie chcieliśmy się rozstawać!

Około godziny 19 byliśmy już w Berlinie skąd zabrał nas autobus prosto do domu!

Natalia D.

Podsumowanie ostatnich dni

Ostatnie dni minęły bardzo szybko. Minęły tak szybko, że już wyjeżdżamy. Spędziłem je bardzo leniwie i nic ważnego się w nich nie działo a to jest ich krótkie podsumowanie;

Sobota

W sobotę mój dzień wyglądał w typowo leniwy sposób. Bardzo dużo spania, jedzenie i niemal całkowite odcięcie się od świata. Typowy ja 😋

Niedziela

W niedzielę wyjechaliśmy na wycieczkę do Cordoby. Nie wiedziałem czego się spodziewać, więc się nie zawiodłem, ale też nie zachwyciłem. Miasto stworzone przez Arabów, pełne wąskich uliczek i zabytków. Szczerze mówiąc – to nie dla mnie. Nie lubię zwiedzania, a do tego w pewnym momencie temperatura wynosiła około 28°C, co również nie pomagało przy zwiedzaniu.

Poniedziałek

W poniedziałek, zmęczony po ciężkiej dla mnie podróży poszedłem rano do pracy. To była ciężka przeprawa, ponieważ nie zregenerowałem swojego organizmu na tyle żeby móc być w pełni wydajnym. Aż się boję co będzie po dwóch wycieczkach w jeden weekend. W pracy kontynuowaliśmy tworzenie i naklejanie naklejek.

Wtorek

Wtorek był kolejnym dniem, który minął bardzo szybko. W pracy atmosfera była świetna, co owocowało bardzo szybkim upływem czasu. Po powrocie do domu zasnąłem i obudziłem się dopiero przed kolacją.

Środa

Środę można nazwać najgorszym dniem tygodnia. Ja nazywam najgorszym dniem tygodnia ten dzień w którym się nie wyśpię. To był jeden z takich dni, a raczej dopiero ukazały się objawy niedospania z dni poprzednich. W pracy kończyliśmy pracę z naklejkami i dowiedzieliśmy się, że w przyszłym tygodniu będzie więcej szczegółowych rzeczy. Po powrocie z pracy spędziłem kolejne romantyczne popołudnie w łóżku.

Czwartek

Kiedy chce się powiedzieć coś pozytywnego o jakimś dniu tygodnia, to mówi się, że jest on ostatni w tym tygodniu. Ten czwartek był okresem przejściowym w pracy, ponieważ oczekiwaliśmy na większe zadanie. Naszym zadaniem do końca tego tygodnia było tworzenie prezentacji promującej firmę, oraz sprawdzanie tłumaczenia tekstów na stronie internetowej firmy. Było to dosyć ciekawe, ponieważ nie wszystko widać na pierwszy rzut oka. Po powrocie z pracy spędziłem miło czas z domownikami.

Piątek

Piątek jak to Piątek, strzela gola za golem, a o Waldku Sobocie już nikt nie pamięta… Żarty żartami, ale troszeczkę tak to wygląda.

W pracy było jak zawsze bardzo dobrze, bez pośpiechu wykonaliśmy nasze zadania, aby po pracy wrócić do domu i spokojnie odpocząć.

Sobota

Sobota była dniem wolnym, co skwitowałem całodziennym leżeniem w łóżku, z przerwami na jedzenie.

Niedziela

Niedziela była również dniem wolnym, więc ten dzień wyglądał dokładnie tak samo jak dzień poprzedni.

Poniedziałek

Po „długim” weekendzie wróciliśmy do pracy. Czekało tam na nas zadanie związane z archiwami. Dostaliśmy trochę do wglądu. Wygląda to dosyć podobnie do tego czego nas nauczono w szkole. Po pracy dzień wyglądał leniwie, więc odpoczywałem i poszedłem spać.

Wtorek

Wtorek był kontynuacją zadań z dnia poprzedniego. Byłem z niego zadowolony, ponieważ kontynuowaliśmy zadania z dnia poprzedniego, co mi się podobało. Po pracy zmęczony zasnąłem w łóżku.

Środa

W środę kończyliśmy dzielenie archiwów na te do zniszczenia i te do dalszego przechowywania. Teraz trzeba było oddzielić archiwa od koszulek ochronnych, co było naszym zajęciem. Po zakończeniu pracy, klasycznie, wróciłem do domu i położyłem się spać.

Czwartek

Czwartek, weekendu począ… A nie, chwila, to powinien być piątek. Mniejsza o to. W pracy dokończyliśmy nasze wczorajsze zadanie, aby następnie kontynuować pomoc w zajęciach innych pracowników. Po pracy, a jakże by inaczej, wróciłem do domu i zasnąłem.

Piątek

Ukochany dzień każdego Polaka, ukochany człowiek każdego Polaka. Piątek był lekko rzecz biorąc małym okresem przejściowym, ponieważ rozpoczęliśmy nagrania do materiału promocyjnego dla firmy. Był to okres przejściowy, ponieważ nie mieliśmy do tego odpowiedniego sprzętu, ale mimo wszystko ruszyliśmy ochoczo do nagrania. Po nagraniu, wrzuciliśmy materiały na komputer i zakończyliśmy nasze zajęcie na dziś. Po powrocie do domu nastawiłem się na ciężki, ostatni już tydzień w tym pięknym miejscu, aby udać się do łóżka.

Sobota

Wczoraj powiedziałem o ciężkim tygodniu, ponieważ w ten weekend czekały na nas dwie wycieczki. Dzisiejsza, była wyjazdem do miejscowości Nerja. Znajduje się tam „Balkon Europy”, miejsce które jest najbliżej Afryki. Niestety mimo dosyć dobrej pogody, aura nie pozwoliła nam na ujrzenie Czarnego Lądu. Miejsce urzekło mnie pięknymi widokami na plażach. Po powrocie do Malagi i spożyciu posiłku poszedłem spać.

Niedziela

Ta ostatnia niedzielaaaaaaaaaaaaaaaa… Jakoś tak ta piosenka szła. Czekał nas wyjazd do Sevilli. Sevilla, stolica Andaluzji spodobała mi się bardziej od Cordoby, ponieważ nie było tam strasznie wąskich uliczek, a miejsce miało swój urok. Po zakupie pamiątek powróciliśmy do Malagi, a ja zasnąłem w autobusie, aby w domu pójść dalej spać.

Poniedziałek

Poniedziałek był bardzo trudnym dniem, ponieważ mój organizm nie był zregenerowany po męczących wycieczkach w trakcie weekendu. Na wpół połowy żywy przyszedłem do pracy. W niej rozpoczęliśmy wstępne montowanie materiałów wrzuconych na komputer przed weekendem. Było to dosyć trudne dla mnie zajęcie, ponieważ nigdy nie montowałem materiałów wideo. Niemal cały dzień spędziłem na wykonywaniu tej czynności. Po powrocie do domu po prostu zasnąłem.

Wtorek

Sto lat! Sto lat! Moje 18. Urodziny… stary człowiek ze mnie 😋 Jakby nie patrzeć, dzień dosyć ważny, ale nie było czasu na świętowanie. Trzeba pracować. W pracy kontynuowaliśmy poczynania z dnia poprzedniego. Było to utrudnione przez program, który wyrzucał nam co jakiś czas błąd materiału, więc kilka razy cofaliśmy się do poprzedniego etapu produkcji. Ostatecznie udało nam się wykonać pierwszą wersję filmu promocyjnego. Po zakończeniu pracy powróciłem do domu, gdzie czekały na mnie życzenia od domowników.

Środa

Środa minęła bardzo szybko, ponieważ już od rana w pracy montowaliśmy film wraz z kolegą z Francji – Christophem. Niemal cały czas szukaliśmy muzyki bez praw autorskich, aby w przyszłości móc umieścić film na kanale Arrabal na serwisie YouTube. Po kilku godzinach tworzenia, udało się doprowadzić film do takiego stanu, jaki zakładaliśmy. Po pracy, zadowolony wróciłem do domu i klasycznie już, poszedłem spać.

Czwartek

Nasz ostatni dzień przed wyjazdem był bardzo powolny. Nie mieliśmy ochoty kończyć. Sam, z wielką chęcią zostałbym tam na stałe. Wszystko przez cudowną atmosferę panującą w pracy, a przede wszystkim przez brak presji, co szczerze mówiąc jest najlepsze z tego wszystkiego. Ten dzień spędziliśmy na poprawianiu drobnych rzeczy w filmie i na pomocy innym, czyli klasyczny dzień. Po zakończeniu podziękowaliśmy wszystkim za współpracę. Przy wyjściu z pracy, nie ukrywam, zakręciła mi się łezka w oku. Jeszcze nigdy nie wróciłem taki smutny do domu. Po prostu nie chciałem wychodzić z pracy. Ze smutku poszedłem spać, aby dobrze odpocząć przed powrotem.

Piątek/Sobota

Dzień podróży. Po pożegnaniu z rodziną poszliśmy na przystanek, aby czekać na autobus, który zawiózł nas na lotnisko. Po odprawie, stęsknieni za domem, ale jednocześnie z chęcią na pozostanie w Maladze wsiedliśmy do samolotu. Lot minął bez większych komplikacji. W Berlinie czekał na nas kierowca, który zabrał nas do domu. Do Polskiego domu. Wieczorem wyruszyliśmy w drogę. Za Niemiecką granicą zrobiliśmy postój na jedzenie. Następnie po kilku godzinach był kolejny postój. Około godziny 1 w nocy z piątku na sobotę dotarliśmy do Więcborka.

Podsumowanie

Ten wyjazd dał mi dużo pewności siebie. Dotyczy to tego, że wiem, iż na pewno dam sobie radę w wielu różnych sytuacjach. Pomógł mi on również utwierdzić się w przekonaniu, że jeśli odczuwa się z czegoś radość, to jest to dobre dla samego siebie. Pozdrawiam bardzo serdecznie! Dariusz Cieślik

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej!

29.03.2019, piątek

Już dziś opuszczamy Hiszpanię i po miesiącu praktyk wracamy do naszej Polski. Z tego też powodu wstałam szybciej rano, po przebudzeniu wykąpałam się i ogarnęłam. Chwile grozy przeżywałam, gdy próbowałam otworzyć walizkę. Niestety kod, który wydawało mi się, że wcześniej ustawiłam, nie działał. Udało się otworzyć ją na „000”, co mnie bardzo zaskoczyło, bo nie przypominałam sobie, żebym taki kod ustawiła (może lunatykuję i robię rzeczy, których nie pamiętam? :D). Po spakowaniu naszych walizek udaliśmy się na śniadanie. Byłyśmy trochę złe, bo Ana dała nam tylko jedną bagietkę, w dodatku z salami, za którym nie przepadałyśmy. Nie pomyślała o drugim śniadaniu dla nas, które zjadłybyśmy w samolocie, byłyśmy więc skazane na kupienie sobie czegoś do jedzenia tuż przed lotem na lotnisku. Nasze pożegnanie z Aną nie było jakieś czułe, nie czułyśmy się z nią ani trochę zżyte i cieszyłyśmy się, że wracamy już do swoich prawdziwych rodzin. Autobusem jechaliśmy na lotnisko około godzinki. Na lotnisku odprawę przeszliśmy bezproblemowo, moja walizka miała 18,5kg. W Berlinie wylądowaliśmy wieczorem, a resztę podróży mieliśmy spędzić w autobusie. Za oknami było już ciemno, a że wielu z nas było zmęczonych lotem to większość przespała całą drogę do domu. Kierowca autobusu pochodził z mojej wioski, więc zostałam odwieziona autobusem prosto do domu, tak jak i moja koleżanka z klasy, która również mieszka w Lutowie.

Jak oceniam miesiąc praktyk? Hiszpania bardzo mi się podobała pod względem malowniczych krajobrazów, wycieczki, które mieliśmy, były naprawdę super! Najbardziej podobała mi się oczywiście wizyta w Nerji. Moje miejsce pracy było również fajne, nietypowe, bo serwowaliśmy ekologiczne potrawy bezmięsne. Nauczyłam się wielu rzeczy, których w Polsce pewnie bym się nie nauczyła. Podszkoliłam także swój angielski, a także nauczyłam się podstawowych słówek hiszpańskich. Natomiast z mieszkaniem i wyżywieniem nie trafiłyśmy za dobrze, Ana w wielu przypadkach była dla nas niemiła, robiła nam niezbyt dobre posiłki. Mimo tego mam pozytywne wrażenia końcowe z tych praktyk i chętnie odwiedzę hiszpańską Malagę raz jeszcze, a póki co cieszę się z powrotu do domu i do rodziny, jednak wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej!

Agnieszka Pawlisz

Powrót do domu

Oliwia Błocińska – (29.03.2019)

Tak jak zwykle śniadanie zjedliśmy o 9:00 rano. Parę minut po godzinie 12:00 wyszliśmy z domu, aby udać się na przystanek. Tam pożegnaliśmy się z rodziną, u której mieszkaliśmy i pojechaliśmy busem na lotnisko. O 15:20 siedzieliśmy już w samolocie, który leciał prosto do Berlina. Po kilku godzinach lotu byliśmy na miejscu. Każdy odebrał swój bagaż i wsiedliśmy do busa, który odwiózł nas do Więcborka.

Powrót

W piątek wstałam bardzo wcześnie, ponieważ byłam podekscytowana powrotem do domu. Razem z koleżankami miałyśmy śniadanie o godzinie 10. Po śniadaniu musiałyśmy przenieść się do jednego pokoju, ponieważ sprzątaczka musiała posprzątać już jeden z nich. O godzinie 12:15 wychodziłyśmy na przystanek skąd zabierał nas autobus na lotnisko. Na lotnisku po przejściu odprawy nie czekaliśmy długo do otworzenia bramki. Szybko znaleźliśmy się w samolocie. Po ponad 3 godzinach lotu byliśmy już w Berlinie. Na lotnisku była malutka przerwa po czym udaliśmy się do autobusu. Po jakiejś godzinie jazdy byliśmy już w Polsce gdzie mieliśmy przystanek. Około godziny 1 byliśmy w Więcborku gdzie czekali na bas stęsknieni rodzice. Pozdrawiam Paulina.